Jak zostałem modelem

Większość życia myślałem, że życie modelki jest nieskomplikowane: trochę się pouśmiecha, zje sałatkę, popije wodą, pokaże się na czerwonym dywanie. Większość życia byłem w błędzie.

Uważałem też że to zawód dla kobiet, które raczej przypominają tyczki lub wieszaki na ubrania, a nie facetów. Modeling kojarzy mi się z Cindy Crawford, Naomi Campbell czy Claudią Schiffer. Nie da się ukryć że w latach 90 poprzedniego wieku byłem młodym mężczyzną, aczkolwiek moją ulubioną modelką była Anne Nicole Smith.

Okazuje się jednak, że być modelem można na wiele sposobów, na przykład można użyczać twarzy, albo nawet tylko oczu, zębów czy paznokci – do zdjęć oczywiście. Krótko mówiąc, nawet człek mojej postury, będącej – co najmniej zaprzeczeniem pożądanego (wysokiego i szczupłego) wyglądu, może się nadać i wcale nie trzeba do tego Photoshopa.

Twórca profilu Time in the Lens, Łukasz, zaprosił mnie do udziału w swoim projekcie, do którego inspiracją miało być to zdjęcie. Pomyślałem, że skoro na Youtube zdarza mi się pojawiać, pierwszy raz widziałem się nagranego jakoś w latach 90. (chodzi o wystąpienia publiczne), więc co mogło pójść nie tak?

Okazuje się, że życie modelki to nie tylko jedzenie sałaty i występowanie na czerwonym dywanie, a po prostu jest to praca, i to praca przyznać trzeba – niewdzięczna. Mimo tego że maestro obiektywu zadbał o miłą atmosferę (nawet muzyka leciała dobrana do moich gustów), okazało się, że nie jest łatwo być modelem. Po pierwsze trzeba zrozumieć, o co fotografowi chodzi i to mu „zagrać”, co w praktyce oznacza siedzenie w niezbyt wygodnej pozie przez jakiś czas. I tak półtora godziny: powtarzania, prostowania pleców, zginania głowy i patrzenia w konkretny punkt w przestrzeni. Nie było łatwo, za to było gorąco, bo wymyśliliśmy, bo część zdjęć była w ramonesce, a to kurtka ze skóry.

Poprosiłem również o zdjęcie rzec można profesjonalne (biznesowe), a serdecznie nie znoszę pozy niedoszłego Napoleona. Stąd znów dziesiątki zdjęć, by sprawdzić światło, wyciszyć je, potem wzmocnić, przestawić lampę, dostawić parasolkę. Tak ręce są ok, tak nie, bez uśmiechu było. Czekaj, pokażę ci. Dla jednego zdjęcia prawie godzina.

A jednak – podobało mi się, choć kariery w modelingu sobie nie wróżę, a nawet – nie wiem czy bym takiej chciał. Może gdyby przyszło mi pracować tylko z tak cierpliwymi i wyrozumiałymi fotografami jak Łukasz, kto wie. Na pewno nowe doświadczenie mogę sobie dopisać do CV, jak również zapisać je w UltraSamoukowych Annałach.

Zresztą – sami widzieliście:) Pozostaje tylko przeprosić za amatorstwo nagrania, bo postanowiłem – wzorem Mistrza, postawić nagrywanie tak, żeby nie przeszkadzało. Podobnie jak światło, więc czasem przeszkadza. Taka karma.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.