Eksperyment w ramach, Dzień 2 i 3

Czwartek

Byłem użyłem (tak, to nieco archaiczna, aczkolwiek dopuszczalna, choć nieużywana forma) smartfona (w piątek też), gdyż potrzebowałem – jak się wydawało – przekonfigurować router, a wszystko teraz ma dedykowaną aplikację (parking biurowy też). Okazało się, że w momencie gdy iPhone łączy się z już skonfigurowaną siecią, łączy się z nią też Mac. I tak za każdym razem, gdy potrzebowałem go połączyć. Router – do wymiany.

Poza tym strach zajrzał mi w oczy, gdy okazało się, że jadę do Krakowa BEZ GPS. I znów – wyobraziłem sobie ten strach, bo gdy zacząłem się zastanawiać, wystarczyło się przygotować. Otworzyłem mapy Google i znalazłem miejsce a potem wytyczyłem sobie trasę i dojechałęm. Kolejny lęk dopadł mnie w drodze powrotnej, a po chwili uświadomiłem sobie, boję się tego że maszyna nie pokazuje mi, którędy jechać. A co więcej – sam sobie to zrobiłem.

Poza tym, wydaje się że Toon Blast Sagi już mi tak nie brakuje, jak wcześniej. Mam zamiar po zakończeniu eksperymentu, wydzielić sobie czas na granie, np piętnaście minut dziennie, bo zauważam dziś odczuwalnie więcej skończonych rzeczy, czasu na ich wykonanie jak również jak często zdarza mi się stłumić chęć sięgnięcia po smartfon, na „jedno życie”. A łyżka na to: niemożliwe! (nie, to nie jest kryptoreklama, a ja jeszcze nie zwariowałem:) ).

Piątek

Znów wyprawa samochodem – do biura, z którym się rozstaję. I znów – trzeba zarezerwować parking – bez aplikacji się nie da. W biurze – aplikacja do wyboru biurka, aczkolwiek dałem sobie prawo jej nie instalować, w ten sposób pozwalając sobie uczcić ostatni dzień w starej pracy. Aczkolwiek dzień cały chodzi za mną niepokój, którego źródło upatrywałem w tym, że – jak wyżej, rozstanie, stres z tym związany itp. Okazało się jednak, że jest jeszcze jedna przyczyna – upomniała się moja potrzeba kontroli i bardzo mi się nie podobało, że nie wiem kiedy dojadę, ile kilometrów, ile czasu. Z drugiej strony – wróciłem do zajęcia sprzed GPSów – i zacząłem liczyć sobie to w głowie, biorąc pod uwagę odległość, prędkość… I po pierwsze: uspokoiłem niepokój, po drugie: sprawiło mi to niesamowitą przyjemność, bo lubię takie zabawy. A pomyśleć, że swego czasu mnożyłem przez siebie płynnie liczby trzycyfrowe, co było w erze przedasystentowej. Mam zamiar uskuteczniać i GPS zacząć stosować rzadziej, gdy naprawdę będzie mi ciężko trafić, bądź będę się bardzo spieszyć.

Odkryłem również pewien minus nowego sprzętu. Nie da się MMS wysłać, bo pamięć jest za mała, w związku z czym potrzebuję znaleźć jakąś kartę SD:) Sam w sobie telefon – jak na moje potrzeby – daje doskonale radę, choć brakuje mi płynnej współpracy zegarka, komputera i smartfona. Tenże zresztą wkrótce będzie robić za kamerę, dlatego w poniedziałek pewnie trochę „skoczy” długość gapienia się w ekran. Tym niemniej – dla jasności – karta SIM wymontowana, a iPhone leży grzecznie w torbie i – co ciekawe drugi dzień już trzyma, choć dla pewności (a może karmiąc uzależnienie – temat do przemyślenia) czasem kładę go na jakiejś ładowarce bezprzewodowej. I tu znów przewaga klasyka – naładowałem go we wtorek i choć rozmawiałem przez telefon dużo, bateria spadła ledwie o 1/3. Swoją drogą, ciekawe, częściej dzwonię i do mnie dzwonią ci, którzy o eksperymencie wiedzą, reszta grzecznie czeka na WhatsApp, aż usiądę do komputera i przypomnę sobie. Inni piszą SMSy, a ja – już bez większych trudności odpisuję. Choć chwilę mi zajęło przeliczenie, gdzie w znakach jest kursor w prawo i lewo:)

PS. Zegarek (Apple Watch 6) musi być ładowany codziennie;) Zastanawiam się, co zrobić z powiadomieniami. Może zegarek też powinienem wymienić? To już chyba kolejny eksperyment…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.