Eksperyment w ramach, dzień ostatni

Wtorek

Połączenie słuchawek z telefonem już za mną. Przyznać trzeba, że nie dziwię się niechęci seniorów do tego typu „udziwnień”, bo połączenie – mimo tego że jestem w miarę biegłym użytkownikiem – najdelikatniej mówiąc, nie było najprostsze. Doprawdy, dużo prościej byłoby dołączyć gniazdo słuchawkowe, senior dokupiłby słuchawki za kilka złotych i po sprawie. Tak musi kupić za kilkadziesiąt i po kilku minutach kombinowania być może połączy je i będzie… niezadowolony, bo ja, choć wziąłem słuchawki nieco starsze, to wersja bluetooth w MaxCom jest jeszcze starsza. Radio, które włączyłem, bo nie chciało mi się już szukać przejściówki na karty microSD, niestety szumiało po włożeniu telefonu do kieszeni, więc nie było możliwości innej niż trzymać go w ręce. Po dłuższej chwili spróbowałem znaleźć opcję, żeby nie wyłączało się przy zamknięciu klapki. Opcję znalazłem, aczkolwiek wątpię, by seniorowi się chciało. Mnie się chciało dla dobra eksperymentu. Aczkolwiek radio wyłączyłem po chwili, wolałem zająć się czytaniem książki. Na czytniku.

Jechałem w busie i o ile dźwięk dzwonka ustawiłem taki, żeby słyszeć, to wśród ludzi okazał się wibrującym nieprzyjemnie, zakłócającym ciszę hałasem. Mógłbym powiedzieć, że poczułem się zawstydzony, choć bardziej chyba chodziło o zażenowanie całą sytuacją.

Zauważyłem też, że używanie (dość wygodnej) klapki w przepełnionym (a jakże) busie ma ten minus, że słuchawka szybko pokrywa się potem – jakoś smartfona jestem w stanie ułożyć PRZY uchu, zaś MaxCom – żeby był wygodnie – musi ucha DOTYKAĆ. Słuchawki, które wziąłem, niestety miały służyć do słuchania, nie przewidziałem, że będę przez nie rozmawiać. Tym samym senior na moim miejscu wkurzyłby się, że wnuk kupił mu słuchawki do słuchania, a nie rozmawiania. Żeby nie było, mikrofon mają, tym niemniej – są to słuchawki douszne, tzw. pchełki. Wiem co znaczy przez nie rozmawiać, z obu stron, bo raz mówiłem przez nie do kogoś (i mnie nie rozumiał w ząb), a potem pożyczyłem Starszemu (też ni w ząb nie rozumiałem co mówi).

Środa

Przesiadłem się z powrotem na iPhone. Odczułem coś w rodzaju ulgi. Nie dlatego, że większość czasu nosiłem go przy sobie, jak się okazało w większości przypadków do użycia jako aparatu fotograficznego (jest poręczniejszy, niż typowy aparat). Nie dlatego, że czułem sztuczność sytuacji, bo naprawdę nie sięgałem po niego i nawet nie czułem takiej potrzeby. Odczułem ulgę znów posiadając jedno urządzenie do wszystkiego. Taka jest prawda, że smartfony pomagają zastąpić aparat, album ze zdjęciami, kalendarz i notatnik. Ten ostatni z sobą nosiłem i nosić będę, bo jest mi wygodniej coś narysować, szybko zapisać kilka słów niż opisywać ideę. Notatnika mogę zapomnieć, a smartfon jednak będę mieć przy sobie. Wczoraj skończyły mi się pieniądze na Revolut (a tę kartę mam powiązaną z zegarkiem) i … dobrze że miałem kartę fizyczną. BLIK jest mi konieczny na co dzień.

Tym niemniej – nie narzekam, dowiedziałem się kilku rzeczy o sobie. Zaobserwowałem, ile czasu marnuję na granie w „Toon Blast Saga”. I – wbrew pozorom – okazało się, że nie zapomniałem jak używać telefonu z klawiaturą. Mimo że trąci myszką. Albo to ja już tak się rozleniwiłem. Właściwie trochę mi MaxComa brakuje.

Podsumowanie napiszę, pewnie w następnym tygodniu, bo chcę poczytać o typowych przyzwyczajeniach jednej i drugiej strony.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.