Potyczki z diabłem

Uwaga: notka dostępna w formie materiału na moim kanale YouTube.

Jako że w Ukrainie trwa wojna, ludzie uciekają, próbując u nas znaleźć lepszy świat, a przynajmniej taki, w którym nie wybuchają bomby. Usłyszałem o chłopcu, który potrzebował fotela do pracy przy komputerem. Mój był w dobrym stanie, choć planowałem go wymienić za jakiś rok. Miał to tego jedną wadę: odchylenie oparcia działało na całość, więc odchylało się w razem z siedzeniem. Niewiele myśląc, oddałem więc fotel, uważając, że skoro zaczynam nową pracę to warto zadbać o jej nowe warunki. I się zaczęło.

Osiołek 

Pamiętacie z dzieciństwa wiersz o osiołku? Jeśli nie – to krótkie streszczenie: osiołek dostał w jednym żłobie siano w drugim owies, a że nie mógł się zdecydować, z którego zjeść, aż zdechł z głodu.

Pomyślałem o fotelu gamingowym, bo – choć nie jestem graczem komputerowym (owszem jakieś MDK czy inne Sanitarium jest ok), to zauważyłem, że sprzęty gamingowe, o ile się nie świecą i nie kosztują tysięcy monet, mogą się przydać w codziennym życiu, nawet biurowym. Miałem niejakie doświadczenie, bo zakupiłem słuchawki Logitech G533 i byłem bardzo zadowolony z ich użycia, zaś funkcję wyciszania przez uniesienie mikrofonu uważam za najlepszy wynalazek od czasu chleba na tosty. Tego samego nie mogę powiedzieć o słuchawkach Jabra Evolve 65, bo pomysł żeby szpanerski przycisk pośrodku słuchawek nie służył do wyłączania rozmowy np. w Teams (któremu, notabene słuchawki są dedykowane), a… włączania aplikacji MS Teams uważam za nieco chybiony. Chcę przez to powiedzieć, iż niekoniecznie sprzęt dedykowany się nadaje w użyciu do własnej dedykacji. Wracając, na krzesłach gamingowych się nie znam, postanowiłem więc popytać specjalistów. Polecano mi różne modele, aczkolwiek podejrzanie często pojawiała się wśród nich nazwa Diablo. I tu okazało się, że wstęp z osiołkiem wcale nie był taki od czapy. Zacząłem przeglądać, porównywać, wykonałem nawet test organoleptyczny, korzystając z faktu istnienia modeli ekspozycyjnych. Żeby było jasne: szukałem wygodnego krzesła gamingowego (wygląd nieważny), do 1000 PLN, w którym oparcie jest regulowane osobno. Przejrzałem setki ofert marketów z elektroniką online, przeszedłem kilka kilometrów w fizycznych ich manifestacjach, obejrzałem prawdopodobnie wszystkie możliwe porównywarki cen i produktów. przeczytałem kilkanaście recenzji kilku z nich. Wciąż nie mogłem znaleźć odpowiedzi na pytania z gatunku: czemu fotel z regulacją podpórek rąk we wszystkich kierunkach jest tańszy od oferujacego regulację tylko „góra / dół”? Szczerze mówiąc, do dziś nie znam odpowiedzi.

A osiołek?

Na weekend zostałem bez krzesła przy biurku.

Muł

Stało się tak, bo powyższe dylematy były ciężkie do rozwiązania, aczkolwiek wizja poniedziałku bez korzystania z biurka była na tyle przerażająca, iż zdecydowałem się: Diablo X Horn (to nie jest reklama tylko źródło), rozmiar Normal, który miał udźwignąć 160 kilogramów i przygotowany był na wzrost 150-185 cm. Nie urosnę, aczkolwiek przytyć do tej wagi nie mam zamiaru, choć nadwagę w stopniu pewnym posiadam.

Na materiał o odchudzaniu przyjdzie czas, choć fotel na pewno już przyczynił się do spalenia większej niż standardowa liczby kalorii. Tym niemniej – po kolei.

Zamówiłem, zapłaciłem i pozostało czekać, gdyż sprzęt miał przyjechać w poniedziałek, choć w niedzielę wieczorem (od piątku) znajdował się w stanie: w trakcie pakowania. Niniejszym – w poniedziałek przed południem był w trakcie dostawy do salonu. Wreszcie o 14 przyszedł SMS – jest.

Pojechałem po niego z Synem Starszym i dobrze zrobiłem. Dziękuję Panu Sprzedawcy że był miły na tyle, aby to ogromne pudło przywieźć wózeczkiem pod samo auto, do którego był jeszcze milszy potwora wrzucić. Po dojechaniu na miejsce okazały się dwie rzeczy:

  1. 26 kg w opisie nie waży tyle ,co w momencie transportowania pudła do mieszkania
  2. W związku z powyższym następnym razem poproszę o dowóz pod drzwi.

Pakunek okazał się ciężki, niewygodny, a pierwszym pocieszającym faktem było to, że twórcy / twórczynie (pamiętacie o feminatywach?) Devil X Horn w pudełku zrobili / zrobiły dziury, dzięki którym przenoszenie stało się nieco mniejszą mordęgą niż byłoby bez. Nie bez satysfakcji odnotowałem też fakt, że mój czternastoletni Syn również zasapał się przy niesieniu. Po krótkim odpoczynku i przygotowaniu narzędzi (zupełnie niepotrzebnych) – z Synem Młodszym rozpoczęliśmy montaż. Znaczy – ja montowałem, Syn występował w roli kamerzysty, dzięki czemu oglądacie ten film. Gdybym miał założyć jeszcze latanie pomiędzy aparatami, skończyłoby się źle. Dla kogoś lub czegoś;)

Wół

Trzeba przyznać, że twórcy / twórczynie (pamiętajmy o feminatywach, bo nie wiem kto jest winny/winna, temu co opiszę) zadbali/zadbały, bym przeżywał bardzo różne emocje. Po pierwsze – wzruszenie, że zaoferowali mi gift pack (zawierający m.in. bransoletkę, naklejkę, smycz oraz rękawiczki z fizeliny specjalnie do montażu. O ile zestaw został szybko i sprawnie rozkradziony przez rodzimych gamerów, to rękawiczki niestety raczyły pęknąć zaraz po nałożeniu i tu obstawiałbym, że panie były autorkami – jak na mężczyznę nie mam dużych dłoni, a jednak jednej z oferowanych rękawiczek nich na dłoń nie zmieściłem, bo… pękła. Tym samym, zdjąłem, nie bojąc się ubrudzić sobie rąk, i nieco nietypowo jak na mężczyznę, zacząłem od instrukcji, która okazała się (nie mogło być inaczej w dzisiejszych czasach) obrazkowa. Z czym wiąże się kolejne uczucie – złość, która szybko przeszła w przerażenie, że nie ma śrubek, bo w całym zestawie było przeźroczyste pudełeczko z zawartością: dwie śrubki, dwie zaślepki i jeden sprzęt to wkręcania inbusów ze śrubokrętem. W mrowiu sprzętu i totalnym chaosie (co widać na filmie) wreszcie Adaś zauważył, że śrubki są… wkręcone w miejsca, gdzie mają być wkręcone. Jeśli to testowaliście (bo zakładam że pomysł męski dla fanów pakowania na siłowni), to wiecie że w takim przypadku trzeba je WYkręcić, żeby przyłożyć część do zmontowania i Wkręcić z powrotem. Swojej opinii o owym pomyśle dałem wyraz kilkakrotnie wyraz podczas kręcenia. Przepraszam, jeśli oglądają to dzieci, natomiast niekoniecznie zrozumieją:) Jak dla mnie (mimo że podobno są trzy rodzaje, choć możliwe, że raczej chodzi o 3 miejsca przeznaczenia) dla mnie wszystkie były takie same i naprawdę byłby wdzięczny  za dołączenie ich w osobnym pudełeczku. Naprawdę umiałbym je włożyć w odpowiednie dziurki i PRZEkręcić z dwa razy. A potem DOkręcić. Raz, za to porządnie. Wiem, o czym mówię, bo byłem bardzo wdzięczny za te dwie śrubki w pudełku i dwie zaślepki. Powiedziałbym o osłabieniu, aczkolwiek nie ma takiego uczucia, w związku z czym stawiam raczej na niedowierzanie i zaskoczenie oraz niezrozumienie, gdy przyjrzałem się instrukcji dokładniej. I tu znów stawiam, że twórcami są mężczyźni, gdyż wykonanie tego, co założyli oznacza: złożenie z sobą dwóch najcięższych elementów, i dopiero poniewczasie zorientowawszy się, że fotel trzeba by położyć na podłodze. I niewygodnie się schylać. Postanowiłem działać wbrew i stąd zrobiłem to odwrotnie: przykręciłem spód do siedzenia, oparcia pod ręce, a potem dopiero oparcie pleców. Jedyny moment, gdy trzymałem się instrukcji to ostatnie trzy kroki, choć wynika z niej, że że trzeba wcisnąć jedno kółko, bo reszta już jest wciśnięta (właściwie dlaczego nie jest, patrząc na śruby pracowicie prawie DOkręcone? W Stanach, jak sądzę dałoby się za to wytoczyć proces. Ja poprzestałem na domyśleniu się, że resztę trzeba wcisnąć tak samo. Panowie / Panie (bo staram się traktować obie płci po równo) – uważam że to dziura w instrukcji i istnieje na pewno grupa ludzi, która będzie mieć tu zagwozdkę. Zaś samo trafienie całym tym ciężkim (z 26 kg stawiam na jakieś 22) tałatajstwem w amortyzator (i jednocześnie regulację fotela góra/dół) to już nie jest zajęcie dla jednego człowieka, lub też ja – choć jak widzicie radziłem sobie za pomocą różnych sprzętów – nie dałem rady i do dziś, choć spędziłem czas jakiś na kminieniu, jak mógłbym inaczej, niż przy ofiarnej pomocy Adasia osiągnąć pożądany efekt – nie widzę możliwości.

Podsumowania i przemyślenia

Panie (bardzo szanuję kobiety) i/lub Panowie z Devil Chairs – bardzo przepraszam za sarkazm i złośliwość powyższej relacji, aczkolwiek weźcie pod uwagę, iż Wasi klienci to również mężczyźni 40+, którzy nie zatracili umiejętności logicznego myślenia, choć przywykli do wygód. I może właśnie dlatego warto pomyśleć o tym, żeby śrubki były osobno – dzieci w przedszkolu uczą się trafiać odpowiednim kształtem do odpowiedniej dziurki, a te wszystkie śrubki – naprawdę są podobne, jeśli nie te same. Jeśli nie – zróbcie żeby były. I czuję się oszukany, bo poduszka z kroku 12 (ta na dole) – była już zamontowana. A czułem nieodpartą potrzebę zamontować.

Zgodnie z zasadą hamburgera (kiedyś zdarzyło mi się pracować w HR i szkolić managerów):  Przyznać muszę, że Wy, ludzie z Devil Chairs (kobiety i mężczyźni) zrobiliście naprawdę świetne krzesło gamingowe. Zobaczcie na filmie. Mimo że nieco narzekam (mam krzywy kręgosłup po poprzednim), to moja pozycja jest dużo zdrowsza, niż była. Na razie mi przeszkadza, aczkolwiek zaczynam używać coraz dłużej i jest wygodniej. Jedyne co mi się nie podoba, to blokowanie funkcji kołysania: jakoś takie toporne przy kosmicznym wyglądzie całego krzesła. Może jakiś przycisk co to wsuwa/wysuwa, albo dźwigienka, bo psuje wrażenie, choć nie komfort użytkowania. I luz mógłby być mniejszy. Tym niemniej ta poduszka pod głowę jest warta luzu i nawet niepasującego mechanizmu. Uwielbiam ją od pierwszego wejrzenia i właściwie była jednym z elementów, dla których kupiłem ten model. Bo napis „Diabeł tkwi w szczegółach” jest na każdym. A poduszka z różkami jest butem w butonierce i buntem w naszym polskim kraju. Tak, producent jest z Polski i to kolejny powód, dla którego wybrałem ten produkt. I co trzeba przyznać – w porównaniu do mojego poprzedniego krzesła biurowego – komfort użytkowania to inna liga, więc porównywanie ich byłoby nadużyciem. Z drugiej strony, wolałbym dać zarobić Wam, a nie niemieckiemu koncernowi, stąd wydaje mi się, że na stronie producenta fotela produkt powinien być tańszy, niż regularna cena w markecie, a nawet zbliżony do ceny promocyjnej. Wątpię, by sprzedawali to poniżej tego, co zapłacili, choć rozumiem rabat przy tej ilości. A jednak wciąż wolałbym zapłacić Wam.

Gratuluję, panie i/lub panowie z Diablo Chairs. Dzięki Wam spaliłem dużo  kalorii, co na pewno mi się przyda. I w ostatecznym rachunku, gdy pierwsza złość minęła – może i to niegłupi pomysł z tymi śrubkami do wykręcania. Choć ja wciąż wolałbym osobno. Tym optymistycznym akcentem żegnam się, tradycyjnie z Wami, oglądającymi ten materiał. Wszystkiego dobrego. Do zobaczenia. Trzymajcie się.

2 thoughts on “Potyczki z diabłem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.