Wikingowie a poczucie rytmu

English speakers: feel free to check the same material on YouTube, English subtitles are included!

Uwaga! Notka dostępna w formie materiału na YouTube!

Niekoniecznie interesują mnie Wikingowie. Nawet mitologię znam (mimo fantastycznego zacięcia) – w najlepszym razie – bardzo wybiórczo. Wiem kto to Thor (z komiksów), kojarzę Lokiego (choć raczej z serii o Kłamcy) i jestem w stanie umiejscowić obu w Asgardzie. I oczywiście wiem, co to Ragnarök. Jestem jednak miłośnikiem rocka, a nawet mocniejszej muzyki. Uwielbiam też grę Smash Drums

Tym samym, gdy zobaczyłem zwiastun gry Ragnarock, mimo obojętności dla Wikingów, nie mogłem przejść obok tego tytułu obojętnie.

Gra, stworzona przez studio WanaDev ma swoją stronę internetową, na której można zobaczyć listy: najlepszych graczy (by marzyć aby tam trafić) oraz  często zadawanych pytań (ciekawe kto pytał, ja tam wziąłem bez pytania). Oczywiście jest też serwer Discord , strona na Facebooku (obie działające dość prężnie), profil Instagram z siedemnastoma postami oraz (oczywiście) kanał na YouTube. I to wszystko poświęcone (w większości) grze Ragnarock, bo dopiero na oficjalnej stronie studia w wygodny i przejrzysty (to osobiste odczucie nie-fana do tej pory) można zobaczyć inne ich dokonania jak: Shuriken Street, Propagation, Aqualia. Aczkolwiek – to jest materiał o Ragnarock, a zatem: podczas rozgrywki wcielamy się w bębniarza łodzi pełnej wikingów (i pań również, aczkolwiek o feminatyw się nie pokuszę, mimo, a może właśnie dlatego, że jedna z nich, o wyglądzie walkirii znajduje się w pierwszym rzędzie). Nie wiem co prawda czy tak nazywa się ta funkcja, chodzi o to, żeby wielkimi młotami walić w bębny, które nadają rytm wioślarzom. Sam rytm zaś jest przeróżny –  począwszy od epickiego pierwszego utworu, przez coś co wygląda na szanty po mocne, ostre kawałki. O rozgrywce wszystkiego można dowiedzieć się podczas przeglądania samouczka. Długo z sobą walczyłem, żeby go Wam w całości nie pokazać. Bo po prostu sprawił mi przyjemność:) A gra? Zobaczcie sami. I same…

Ragnarock sprawia przyjemność, choć młoty wydają się ciężkie, tylko na początku, bo w miarę postępów w grze, ręce męczą się chyba jeszcze bardziej niż przy Smash Drums. Ciekawy jest mechanizm przyspieszania Wikingów przez uderzanie w tarcze znajdujące się po obu stronach bębnów, gdy młoty nabiorą niebieskiego lub (potem) żółtego koloru. Wtedy Wikingów przebiega (odpowiedniego koloru) dreszcz i wiosłują mocniej do czasu gdy bębniarz się nie pomyli. A pomyli prędzej czy później, przez co dystans, jaki łódź przepłynie się nieco zmniejszy. Klimatyczne są tła, które obserwuje się kątem oka, bo doprawdy niewiele jest czasu by zająć się czymkolwiek poza  migającymi znaczkami i waleniem w bębny. Poza tym, kto by się rozglądał.

Bawiłem się świetnie i zmęczyłem się bardziej, niż w tym samym czasie w Smash Drums. Ciężko zresztą uniknąć tu porównań z tym tytułem. Nie po to żeby stwierdzić, która z tych gier jest lepsza, bo odpowiedź jest z gatunku tychBo które auto jest lepsze? Skoda Yeti czy Ferrari F50? Każde z nich oferuje różne zastosowanie i tak samo tutaj: Smash Drums to perkusja, instrument, skomplikowane narzędzie, które trzeba uderzać by zagrać, w rytmie, odpowiednią siłą i przez odpowiedni czas. Ragnarock to radosna przyjemność barbarzyńcy, który wesoło wali w bębny z całą siłą, jaką ma i najchętniej by je rozwalił, a przynajmniej postara się to zrobić najlepiej jak potrafi.

Zmęczyłem się i czuję się dobrze. Gra sprawiła mi prostą (wahałbym się powiedzieć: prostacką) przyjemność. Oferuje wszystko co jest potrzebne do dobrej zabawy rytmicznej. Ma świetny pomysł, który dobrze realizuje się w zaprezentowanych warunkach i myślę że wszystko to trzyma się kupy. Nie da się w to grać długo. Za to jest bardzo intensywnie, z humorem i przymrużeniem oka. Ma to, czego nie posiadają dla mnie tytuły takie jak BeatSaber – mój typ muzyki. Wracam zagrać jeszcze coś ładnego w Smash Drums.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.